Australia: Cairns i okolice Queensland czyli żar tropików

Kiedy wysiada się z samolotu po wylądowaniu w innej strefie klimatycznej, najlepsze jest to pierwsze uderzenie rozgrzanego powietrza. Szczególnie, gdy przylatuje się w tropiki zimą, można poczuć się jak w innym świecie, kiedy czasami jeszcze w zimowych ubraniach schodzimy po schodkach samolotu wprost w parzące objęcia upału, a oddycha się tak, jakby ktoś przyłożył nam do twarzy gorący, mokry ręcznik. Tego właśnie doświadczyliśmy lądując w Cairns. Jak na miasto w tropikalnym stanie Queensland przystało, przywitał nas niesamowity ukrop, więc od razu po wczekowaniu do hotelu (Hilton Double Tree, świetny, polecam) polecieliśmy na basen i tam spędziliśmy cały dzień, Lila kąpała się nawet o 22:) Basen jest porośnięty bujną, tropikalną roślinnością, także ja już tutaj czułam się jak w dżungli. W mieście wzdłuż głównej ulicy rosną drzewa mango, na których jest tyle nietoperzy owocowych, że jest ono czarne, a drą się tak, że nie słychać co mówi osoba stojąca obok. Popularną atrakcją jest też Cairns Esplanade, czyli naturalny basen – laguna łączący się z morzem, całe miasto przychodzi się tu kąpać:) Polecam restaurację przy głównej ulicy wzdłuż morza, La Trattoria, mają pyszną pizzę i sałatkę z krewetkami, przyszliśmy tu nawet na wigilie 🙂 Co jeszcze ciekawego można robić w Cairns? Zobaczcie poniżej gdzie my postanowiliśmy się udać.

IMG_5945IMG_5955IMG_5957IMG_5984IMG_5988IMG_6006IMG_6008

IMG_6309
dziś Wigilia a my mamy taki nietradycyjny lecz równie wspaniały widok 🙂

IMG_5946

IMG_6327
nietoperze wyjadają mango

Wielka rafa koralowa

Cairns to baza wypraw na Wielką rafę koralową, nota bene największą na świecie, jest większa niż Wielka Brytania, Holandia i Szwajcaria razem wzięte i widoczna jest nawet z kosmosu! To niezwykle bogaty ekosystem i dom dla setek tysięcy podwodnych gatunków i innych kolorowych żyjątek. Chcieliśmy ich trochę zobaczyć więc wybraliśmy się na wycieczkę snorkellingową, która okazała się niestety totalną porażką. Mottem firm organizujących wyprawy na rafę z Cairns jest „im więcej tym lepiej”. Nienawidzę takich masówek i tej łodzi czułam się jak na spędzie bydła. Tłum ludzi, mieliśmy chyba nawet jakieś numerki z tego co pamiętam, według których byliśmy podzieleni na grupy i na zmianę wywoływani do wody, na określoną ilość czasu. Zero spontaniczności, naturalności czy niezapomnianych przeżyć, bo mimo że rafa piękna, ja w takich warunkach nie umiałam się nią zachwycać.

Także jeśli rafa to dla was główny punkt programu w Australii, lepiej chyba poszukać wyprawy dla małej grupy (może być drogo, nawet nasza kosztowała ok. 150 dolarów australijskich od osoby), można też wybrać się na Green Island, zostać tam na noc i tam snurkować i wypływać na rafę. Żałuję, że tak nie zrobiliśmy, bo wyspa jest rajska jak Bora Bora czy Malediwy, ale też nocleg w jedynym tam resorcie to koszt ok. 400£ za noc, więc cena jest luksusowa. Warto pogrzebać trochę na tripadvisorze i wyszukać najlepiej oceniane firmy organizujące wycieczki. Ja np. jeśli byłabym tu między lipcem a sierpniem popłynęłabym oglądać wieloryby na Whitsundays, z Ocean Dynamics, firmą ze świetnym feedbackiem. Whitsundays to położone w sercu rafy 74 wyspy jak marzenie, z białym piaskiem, turkusową wodą, szlakami górskimi wśród lasów deszczowych, większość jest niezamieszkana, ale 4 oferują noclegi. Żeby się tu dostać, trzeba dolecieć do Hamilton Island (z Cairns 1.5 h i około 200$ cena biletu).

Jeśli chcielibyście poczuć vibe rajskiej wyspy, najbliższą od Cairns opcją będzie Fitzroy Island, jest bajecznie i ceny nie zwalają tak z nóg jak powyższe.

Na wielkiej rafie koralowej jest mnóstwo innych małych wysp, z tańszymi i droższymi resortami, w zależności od potrzeb i możliwości można wybrać któryś i tam snurkować dzień czy 2 na rafie. To jest myślę najlepsza opcja, a inne wyspy do wyboru poza wyżej wymienionymi to np. Lizard Island, Haggerstone Island, Heron Island, Orpheus Island, Pumpkin Island.

Daintree rainforest i Cape Tribulation

Prawdziwy las deszczowy, czyli dżungla z obfitą, bujną zielenią, ogromnymi palmami, szelestem i chrupaniem pod stopami, bzyczeniem, potem lejącym sie po plecach i ubraniami, które ciężko założyć bo sa tak lepkie i wilgotne. Daintree daje szansę na przeżycie unikalnej tropikalnej przygody, my zatrzymaliśmy się w niedrogim Cape Trib Beach House, który składa się z rozsianych po lesie domków, bez luksusów, wyposażenie raczej podstawowe, ale czego więcej potrzeba w tak fantastycznym miejscu, gdzie puszcza tropikalna spotyka się z morzem, a na ogromnej dzikiej plaży nie ma nikogo oprócz nas, how cool is that? 🙂 Jeśli wasz budżet pozwala na szaleństwa to rozeznajcie się w innych hotelach i lodżach dostępnych w Daintree i Cape Tribulation, bo są takie, przy których od samego patrzenia serce bije szybciej z podekscytowania. Mój faworyt to zdecydowanie luksusowy Silky Oaks Lodge, wzniesiony wysoko wśród koron drzew na palach z drewna, tak, że całość wygląda jak grupa domków na drzewach połączona mostkami w powietrzu. Do tego jeszcze ta nazwa, silky oaks, tak pięknie uchwyca to, jak pnie wygladają po deszczu, kiedy są mokre, błyszczą się dokładnie tak jak jedwab. Echh rozmarzyłam się… Wracając do tematu – Cape Tribulation to miejsce w Daintree, z plażą, której nigdy nie zapomnę, była wielka, dzika, egzotyczna, i tylko my na niej, ze względu na potencjalną obecność krokodyli nie można było wchodzić do wody, ale kąpiel urządziliśmy sobie wieczorem w basenie, w czasie tropikalnej ulewy (również niezapomniane przeżycie) 🙂

IMG_6025
W drodze do Daintree zatrzymaliśmy się w rezerwacie australijskich zwierząt

IMG_6029IMG_6042IMG_6043IMG_6045IMG_6057IMG_6059

IMG_6084
Cape Tribulation, tak nazwał to miejsce James Cook, który podbił Australię, znaczy: miejsce, gdzie zaczynają się problemy (tutaj jego wyprawa natrafiła na przeszkody)

IMG_6096IMG_6109IMG_6110

IMG_6115
wytrzyma czy się urwie..:)

IMG_612835346194325_2652f8bf32_oIMG_6137IMG_615035346192695_7f63ab0e8f_oIMG_6160IMG_6164IMG_6165IMG_6166IMG_6172IMG_6170

Palm Cove

Około 45 minut autobusem od Sydney znajduje się Palm Cove, a tam morze z najcieplejszą wodą, w jakiej kiedykolwiek się kąpałam (poza wanną). Serio, temperatura wody 29 stopni (!) to po prostu ideał dla takiego ciepłoluba jak ja, niestraszne mi nawet były krokodyle i meduzy, które pojawiaja się tu o tej porze roku. A tak na serio to nie można się kapać gdzie popadnie, na w wodzie jest oddzielona specjalną siatką przestrzeń do pływania. Plaża jest piękna, duża i też taka trochę bezludna, przynajmniej taka była, kiedy my tam byliśmy 🙂

IMG_6356IMG_6359IMG_6360IMG_6362IMG_6376

W kolejnym i ostatnim już poście o Australii będzie o Northern Territory i Kakadu National Park, i duuużo zdjęć krokodyli 🙂 Stay tuned.

Autor: co pozostaje / what remains

My name is Gosia, in life I love traveling, discovering extraordinary places, running, good tv series, raspberries and Lindt chocolates. I don’t like getting up early in the morning, blue and red colours next to each other, washing up wooden things gives me goosebumps. I am mum to 8 year old Lily and baby Joseph. Fresh experience of having a baby again brutally reminded me, that time doesn’t flow steadily like a forest stream, but races like a leopard in the savanna and fiercely snatches from me every passing hour, in the manner he deals with a gazelle he just hunted. I was thinking about writing a blog for a long time, but my extremely introverted nature has been effectively holding off any desires to express myself. But here I am putting constraints of my nature aside and trying to stop things slipping through my fingers, precious moments going by in a blur. My hope is that blog will bring out and save things that give the days colour and shape, and will capture and treasure what remains.

2 thoughts

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s