Dominikana z niemowlęciem czyli jak polecieć i nie zwariować

Czy nie spotkaliście się przy okazji bliższych czy dalszych wyjazdów z komentarzami w stylu: po co tam dziecko ciągnąć, tylko się umęczy, i tak nic nie będzie z tego pamiętał. Oczywiście, że nie będzie pamiętał, i że ma gdzieś czy się pluska w miejskim basenie czy na Karaibach, jednak myślę, że trzeba brać pod uwagę potrzeby wszystkich członków rodziny, i jeśli tylko zadbamy o bezpieczeństwo i będziemy ostrożni, nie widzę przeszkód by zabierać malucha w dalekie podróże i spełniać marzenia rodziców i rodzeństwa. Jeśli nawet się trochę zmęczy to przecież świat się nie zawali, a jeśli wycieczka uszczęśliwi matkę to i jemu wyjdzie to na dobre 🙂 Warto jednak uświadomić sobie parę rzeczy i zdać sprawę z ograniczeń i trudów. Mam nadzieję, że poniższa lista pomoże Wam zdecydować czy takie wyjazdy są dla Was czy nie, a jeśli tak, to lepiej się do nich przygotować

Lot

8 godzin z maluchem w bardzo ograniczonej przestrzeni może przerazić niejednego śmiałka. Okazjonalny lub ciągły wrzask, przewracanie tacek z jedzeniem i wylewanie napojów, ciągnięcie za włosy pasażerów z przodu, zaglądanie do pasażerów z tyłu, wasze kończyny zdrętwiałe od trzymania śpiącego niemowlaka i obolałe od schylania się milion razy i szukania smoczka pod fotelem plecy – jeśli nie macie gęsiej skórki kiedy to czytacie to znaczy, że śmiało możecie kupować bilety:). Z praktycznych informacji żeby przekroczyć granicę Dominikany trzeba zapłacić 10$, a przy wyjeździe 20$, także wymieńcie trochę dolarów, żeby mieć gotówkę pod ręką. My zawsze polegamy na kartach, wszędzie się nimi posługujemy i praktycznie nigdy nie wymieniamy pieniędzy wcześniej. Okazało się, że na lotnisku w Punta Cana nie ma bankomatu, a jedyną opcją zdobycia dolarów było udanie się z urzędnikiem służby granicznej na chyba pół godziny do kanciapy i zakupienie dolarów po kursie z kosmosu. Po tejże transakcji byliśmy około 60£ w plecy i dzięki tej ostro przepłaconej lekcji już zawsze będziemy mieć przy sobie trochę gotówki :). Dodatkowo straciliśmy dużo czasu, a kolejki do okienek paszportowych są mega długie, domagajcie się od pracowników wpuszczenia na fast track ponieważ jesteście z małym dzieckiem, my tak zrobiliśmy i od tego momentu było już z górki.

Zaburzenie codziennego rytmu i jetlag

Rutyna dla wielu rodziców to świętość, której naruszenie powoduje plagi i kataklizmy. Nie chcąc więc sami skazać się na długie męczarnie strzegą jej z namaszczeniem by nic broń boże nie zakłóciło ustalonego trybu dnia. Muszę wyznać, że dopuściłam się tego świętokradztwa i rutynę zbeszcześciłam, i też za to zapłaciłam kilkoma dniami katuszy, zarówno po wylądowaniu na Dominikanie, jak i po powrocie. Tak więc wylądowaliśmy w strefie, gdzie życie cofa się o 5 godzin, jednak Józio zupełnie na to obojętny przez pierwsze 4 dni funkcjonował według czasu angielskiego i rozpoczynał dzień o 2 w nocy, podobnież po powrocie odmawiał pójścia spać wcześniej niż o północy. W ogóle jeśli chodzi o jet lag to z moich doświadczeń wynika, że nie ma sensu z nim walczyć i na siłę się dostosowywać, po prostu trzeba dać sobie te kilka dni, żeby się przestawić, będziemy zmęczeni, ale w końcu stanie się to samo naturalnie, zarówno w przypadku nas jak i dzieci. Niemniej decydując się na zamącenie porządku czasu w funkcjonowaniu niemowlęcia, przez jakiś czas będzie ono marudne, zmęczone, skołowane i będziecie musieli to wszystko znosić :).

Zmiana flory bakteryjnej i ryzyko chorób

Sprawa wydaje się łatwiejsza jeśli maluszek jest tylko na piersi lub mleku modyfikowanym, albo je posiłki słoiczkowe, wtedy kontakt z bakteriami z wody i jedzenia jest trochę ograniczony (używamy wyłącznie wody butelkowanej). Jednak przecież niemowlę wszystko bierze do buzi i też kąpie się w basenie, więc i tak nie da się tego kontaktu uniknąć. I tak nasz Józio zaraził się przez wodę z basenu wirusem coxsackie (w życiu tej nazwy nie słyszałam, to powszechny wirus wieku dziecięcego np. w USA, Kanadzie i też na Dominikanie), generalnie nie jest groźny, najpierw 2 dni jest gorączka a później krosty jak przy ospie. Na szczęście przeszedł to dość łagodnie, a jak tylko wyzdrowiał Lila dostała zapalenia ucha. I tak pierwszy tydzień przeplatany był wizytami w szpitalu i zwieńczony rachunkiem na 1000£ za dwie zwykłe wizyty z wypisaniem recepty antybiotyk, na krople do uszu i czopki przeciwgorączkowe, dla porównania dodam, że tyle wynosi 10 miesięczna średnia dominikańska pensja. Ceny w prywatnych szpitalach dla turystów są po prostu szalone, dlatego dobre ubezpieczenie to absolutna konieczność. Rachunek musieliśmy uiścić sami, dopiero po powrocie i dostarczeniu wszystkich papierów dostaniemy zwrot, dlatego zawsze trzeba mieć przygotowane pieniądze na takie nagłe wypadki (trzeba zachować wszystkie rachunki, także od taksówkarzy za transport, by zwrócono nam wszystkie poniesione koszty).

Brak zwiedzania

Większość organizatorów nie będzie miała nic przeciwko zabraniu na wycieczkę niemowlęcia. Nawet na wyspę Saonę można płynąć z maluszkiem, mimo, że transport odbywa się szybką łodzią motorową lub katamaranem. Biorąc pod uwagę, że jest to cały dzień spędzony w słońcu i w podróży i po przeczytaniu opinii, że ta wycieczka to dla niemowląt tortura, zdecydowaliśmy, że jedno z nas zostanie z Józiem w hotelu a drugie pojedzie z Lilką. I taki też model zwiedzania wdrożyliśmy, zresztą robiliśmy tak już wcześniej. Osoby na wycieczce mogą się zrelaksować i w pełni z niej skorzystać, a maluch się nie męczy i może kiedy chce uciąć sobie drzemkę w chłodnym pokoju. Zresztą gdybym wzięła syneczka na taką wycieczkę obawiam się, że później mogłabym potrzebować terapii, tak więc rozdzielenie się i zwiedzanie naprzemienne wszystkim nam  wychodzi na dobre 🙂

Mały poradnik

Oprócz rzeczy oczywistych typu ubrania, czapki i stroje kąpielowe (najlepiej z długimi rękawami chroniące przed słońcem i z wysokim filtrem) warto zabrać:

1. Spray na moskity (żeby były skuteczne muszą mieć w składzie deet), wieczorem komary dawały się we znaki

2. Maść łagodząca swędzenie po ugryzieniach.

3. Syrop przeciwbólowy / przeciwgorączkowy

4. Moskitiera do wózka – przyda się na wieczorne spacery

5. Łatwo zmywalny śliniak

6. Parasol / osłona przeciwsłoneczna do wózka

7. Obiadki i przeciery owocowe w słoiczkach lub saszetkach (nawet lepiej bo lżejsze). Resorty i hotele w Punta Cana są oddalone od zwykłych sklepów w mieście, w których wybór słoiczków może być niewielki (my znaleźliśmy tylko jeden rodzaj obiadków z kurczakiem i to Józio jadł przez 2 tygodnie) a w hotelowym sklepie był tylko przecier z ananasa z cukrem w składzie). Lepiej więc zabrać to, co maluch lubi z domu. Za to pieluchy, mokre chusteczki, kremy przeciwsłoneczne, leki a nawet antybiotyki można bez problemu kupić w hotelu.

Nosidła nie użyłam ani razu, było tak gorąco, że maluch przyklejony do mnie i ogrzewany dodatkowo materiałem chyba by się ugotował. Podobnie prawie cała jego garderoba wróciła nietknięta, bo większość czasu spędził w samej pieluszce. Przydało mi się tylko kilka koszulek 🙂

To jak w końcu nie zwariować? Ano uświadomić sobie wszystkie powyższe aspekty i przygotować się na nie psychicznie, a jeśli ta wizja jest za bardzo przerażająca to lepiej wybrać bliższe miejsce, a dalekie zostawić sobie na potem. Nie jest moim celem nikogo zniechęcić do podróżowania z maluchem, chciałam tylko rzetelnie opisać nasze doświadczenia. Owszem, nie było łatwo, ale mimo wszystkich minusów ujemnych nie odstraszyło mnie to od wspólnych dalekich podróży i myślę, że było warto, trzeba tylko dobrze się zorganizować, postępować rozsądnie i ostrożnie i wszystko będzie ok :).

40942737184_b815a31d95_o41613763422_d15d02ac9d_o27785172628_1574e09de5_o40762682905_771f1678c2_o.jpg41613975742_4a5dd597c0_o39846091930_3993c8ff70_o40942633134_335c4f1ed2_o40762484895_3a48851c4a_o40942560104_9f5af418a6_o39846140080_4708d73e68_k39845854330_edfdd3bbe4_o39846081570_44a5c526d4_o27785083988_da89f47a8d_o27785149678_b8f0573495_o39846156080_6939d6e8f2_o41653044231_b3838da2ff_o

27784907968_2c0f839e82_o
turkus – najlepszy środek uspokajający

 

Autor: co pozostaje / what remains

My name is Gosia, in life I love traveling, discovering extraordinary places, running, good tv series, raspberries and Lindt chocolates. I don’t like getting up early in the morning, blue and red colours next to each other, washing up wooden things gives me goosebumps. I am mum to 8 year old Lily and baby Joseph. Fresh experience of having a baby again brutally reminded me, that time doesn’t flow steadily like a forest stream, but races like a leopard in the savanna and fiercely snatches from me every passing hour, in the manner he deals with a gazelle he just hunted. I was thinking about writing a blog for a long time, but my extremely introverted nature has been effectively holding off any desires to express myself. But here I am putting constraints of my nature aside and trying to stop things slipping through my fingers, precious moments going by in a blur. My hope is that blog will bring out and save things that give the days colour and shape, and will capture and treasure what remains.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s