Hesketh Farm i Bolton Abbey

Wiadomo, że pogoda w Anglii nie rozpieszcza, i nie jest to ani trochę przesadzone. Cały rok właściwie zlewa sie w pochmurny i deszczowy październiko – listopad, a temperatury nawet lecie rzadko przekraczają 20 stopni. Życie w takim klimacie bywa dołujące, szczególnie gdy z majem i czerwcem w Polsce nadchodzi sezon grillowy, a truskawki i czereśnie kuszą zapachem i ceną na każdym osiedlowym bazarku. W tym czasie my zazwyczaj dalej chodzimy w zimowych kurtkach (nie przesadzam, zimowa puchowa kurtka w maju to tutaj normalka) a czereśnie przez całe lato nie będą kosztowały mniej niż 2£, czyli aż niecałe 10zł za 200 gramów. Sama może bym przeżyła w tej ciągłej szarości, ale z dzieckiem, które jak głosi porzekadło, w czasie deszczu sie nudzi, nie jest to już takie łatwe. Wyobrażam sobie wtedy jak cudowna musi być codzienność w krajach gdzie przez cały rok jest ciepło, nie trzeba ciągle główkować jak tu zapewnić dzieciom rozrywkę i odciągnąć od ekranów, (co często wiąże się niestety z odchudzaniem portfela)  bo mogą kiedy chcą bawić się w ogrodzie, parku czy na plaży. Zawsze w tych moich wyobrażeniach raju na ziemi występuje Australia, zresztą tam właśnie wielu Brytyjczyków emigruje, skuszonych zapewne obietnicą beztroskiego stylu życia i zdesperowanych pogodą u siebie. Jak to mówią wszędzie dobrze gdzie nas nie ma i pewnie nie ma miejsca gdzie wszystko jest różowe, niemniej mam w pamięci obrazek z jednego z grudniowych dni, które tam spędziliśmy: rodziny grillujące na plaży, surferzy, pisk i śmiech dzieci, niektórzy w czapkach Mikołaja czy przyozdobieni innymi świątecznymi gadżetami celebrujący wolny czas z najbliższymi – i takie wyobrażenie Australii z totalnie wyluzowaną atmosferą, radością i słońcem już we mnie pozostało. Ale hola hola, rozmarzyłam się za bardzo i zupełnie zjechałam z tematu:) Tak więc nie bez ociągania wracając do angielskiej pogody – podczas wielu lat spędzonych pod pochmurnym niebem odkryliśmy świetny wynalazek w postaci farm. Są to idealne miejsca na rodzinne wypady i jest ich naprawdę sporo, to super sposób na spędzenie dnia nawet w niepewną pogodę, bo zazwyczaj na terenie farmy jest też sala zabaw i restauracja, do której można się udać w razie deszczu. Dziś opis farmy, na którą trafiliśmy trochę przypadkiem, a która nie rozczarowała, z czasem postaram się opisać wszystkie warte odwiedzenia farmy, parki rozrywki i po prostu fajne miejsca w Anglii (i nie tylko).

*      *      *

Nie wiem jak to możliwe, że ominęliśmy Hesketh Farm przez te wszystkie lata, kiedy po kilka razy jeździliśmy na wszystkie inne okoliczne farmy, w każdym razie w tym roku Lilka była tam na wycieczce klasowej i tak jej sie spodobało, ze namówiła nas zeby znów tam pojechać zaledwie tydzień później, a że pogoda była piękna i akurat przyleciała do nas moja siostra z Barcelony, chcieliśmy pokazać jej i sami przy okazji zobaczyć cos nowego. I nie zawiedliśmy się, farma położona jest w malowniczym, górzystym regionie Yorkshire Dales i siedząc na placu zabaw można podziwiać Ilkley Moor piętrzacy sie naprzeciwko. Farma jest raczej niewielka, świetnie utrzymana, oprócz krow, koni, świn i owiec jest też dużo małych zwierząt: króliki, kurczaki, i całe zatrzęsienie świnek morskich, które są absolutnym hitem wsród dzieci. Cały dzień mają rozłożone swoje małe posłanka na balach z siana, na których dzieci mogą przysiąść, czesać je specjalnymi szczoteczkami i głaskać ile dusza zapragnie. Każda ma zdjęcie ze swoim imieniem umieszczone na tablicy więc zgadywanie która jest która jest dodatkową atrakcją. My chyba przy samych świnkach spędziliśmy dobre 2 godziny.

35943925256_615887eb37_o35943922726_1758c21f03_o35853097591_fdfb84c168_o

Oprócz tego dzieci mogą karmić cielaki mlekiem z butelki o określonych godzinach. W zadaszonej części mamy takie atrakcje jak labirynt z siana, traktor – zjeżdżalnię, piaskownicę i tor z koparkami, traktorkami i innymi pojazdami farmowymi do jeżdżenia, a także kawiarnię.

35943846316_f9925506c8_o35943845266_a3c01e9bfc_odiggers-at-heskethhesketh-farm-park

35943913356_d92836e6d6_o35596450820_e1ba1d111e_o

Na zewnątrz jest plac zabaw, nieduży lecz na sporej przestrzeni, tor z gokartami, a dopełnieniem tego wyjątkowego krajobrazu są dwa ogromne żółwie lądowe, które przechadzają się wolno po całej farmie gdzie tylko im sie podoba – niecodzienny widok i super zdjęcia gwarantowane. Farma powiedziałabym raczej dla młodszych dzieci, ale starsze też na pewno nie będą się tu nudzić.

35853035161_56a000a654_o35175176483_49eb8f5377_o35853016241_f84abfd236_o

Ceny biletów:

Dorosły: 5.50£

Dzieci: 6£

Dzieci poniżej 2 roku: 3£

Dzieci poniżej 1 roku: bezpłatnie

Z farmy można przejść się około 15 minut wąską wiejską drogą do Bolton Abbey. Ruiny tego augustynskiego monasterium z XII wieku leżą nad rzeką i jest to wymarzone miejsce na letni piknik.

35596447980_50664fdfda_o
Droga z Hesketh Farm do Bolton Abbey
35853080901_7b43beb24d_o
Widok na opactwo, na pierwszym planie 8-miesięczny brzuch:)

35853031171_11ae81e507_o35596390140_ce77c30bf6_o35943817736_0ebfb27f0c_o35853075341_10ef6c1381_o35853020841_73de48dc48_o35853069471_9b29eae51e_o35145668184_f70978c66b_o

Hitem tego dnia, nawet większym niż świnki morskie okazało się przechodzenie przez rzekę po specjalnych kamieniach ułożonych od jednego brzegu do drugiego. Nie jest głęboko, więc nie jest to w żadnym razie niebezpieczne, w razie upadku woda sięga trochę powyżej kolan, ale kroki trzeba stawiać w miarę duże i przy tym nie stracić równowagi, a ryzyko wpadnięcia do wody gdy wszyscy patrzą daje zastrzyk adrenaliny. Lilka przeszla rzekę chyba z 20 razy i mogłaby tak pewnie jeszcze ze 100, cieżko ją było stamtąd odciągnąć.

Zmierzając ku podsumowaniu, najmocniejsze punkty farmy Hesketh to malownicze położenie, bliska odległość od opactwa  i nienaganne utrzymanie wszystkich pomieszczeń, minusy to raczej mały plac zabaw na zewnątrz, niezbyt dużo pomieszczeń ze zwierzętami, ale zależy kto co lubi, bo kameralność tej farmy można równie dobrze uznać za zaletę. Jeśli mieszkacie w Yorkshire lub jesteście tu przejazdem  warto wstąpić – rodzinny, udany dzień na łonie natury gwarantowany.

Autor: co pozostaje / what remains

My name is Gosia, in life I love traveling, discovering extraordinary places, running, good tv series, raspberries and Lindt chocolates. I don’t like getting up early in the morning, blue and red colours next to each other, washing up wooden things gives me goosebumps. I am mum to 8 year old Lily and baby Joseph. Fresh experience of having a baby again brutally reminded me, that time doesn’t flow steadily like a forest stream, but races like a leopard in the savanna and fiercely snatches from me every passing hour, in the manner he deals with a gazelle he just hunted. I was thinking about writing a blog for a long time, but my extremely introverted nature has been effectively holding off any desires to express myself. But here I am putting constraints of my nature aside and trying to stop things slipping through my fingers, precious moments going by in a blur. My hope is that blog will bring out and save things that give the days colour and shape, and will capture and treasure what remains.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s